niedziela, 29 sierpnia 2010

ETAP 1 :13KM-JAZDA DRUŻYNOWA NA CZAS

Tegoroczna Vuelta a Espana wystartowała w niezwykłych okolicznościach. Pierwszy etap, który stanowiła jazda drużynowa na czas, rozpoczął się bowiem dopiero o 22:00, a kolarze ścigali się w przepięknie oświetlonej, nocnej Sewilli. Najlepsza pierwszego dnia była grupa HTC-Columbia z Markiem Cavendishem w składzie.


Mimo późnej pory na trasie wyścigu nie zabrakło kibiców, którzy żywiołowo dopingowali wszystkie teamy mijające ich w szaleńczym tempie.

Na 13-kilometrowym odcinku, wiodącym przez urokliwe ulice Sewilli najlepszy okazał się team HTC-Columbia, który pokonał dystans z czasem 14.06.

Drugi czas, zaledwie o dziesięć sekund gorszy od zwycięzców zanotował team Liquigas, w którego składzie jedzie jedyny podczas tegorocznej Vuelty Polak Maciej Paterski.

Trzecie miejsce zajął team Saxobank, który rozerwał się na trasie ze względu na problemy techniczne niektórych z kolarzy.

RUSZA NAJCIEKAWSZY Z TOURÓW

W tym sezonie Vuelta nie ma jednego głównego faworyta. Kolarzy z czołówki poprzedniej edycji na tegorocznej Vuelcie nie będzie.
Nieprzypadkowo wielu kibiców uważa tę imprezę za numer jeden wśród wieloetapowych wyścigów. Tour de France jest najbardziej znany i najbardziej prestiżowy, Giro często najtrudniejsze, a Vuelta po prostu najciekawsza. W Hiszpanii wyścig jest bardziej otwarty niż we Francji czy we Włoszech i żadna drużyna nie potrafi go zdominować.
Vuelta będzie interesująca także dzięki panującemu bezkrólewiu. Triumfator poprzedniej edycji Alejandro Valverde obecnie musi pauzować z powodu zamieszania w aferę dopingową. Zabraknie także drugiego wtedy Samuela Sancheza, trzeciego Cadela Evansa, czwartego Ivana Basso oraz najlepszego dwa lata temu Alberto Contadora. Hiszpański wyścig nie ma wielkiego faworyta.

środa, 11 sierpnia 2010

OGROMNY AWANS SZMYDA










W czołówce rankingu Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) nie zaszły żadne zmiany. Na prowadzeniu jest zwycięzca Tour de France, Hiszpan Alberto Contador. Dzięki szóstemu miejscu w Tour de Pologne aż o 71 pozycji awansował Sylwester Szmyd, który teraz jest 74.
W klasyfikacji drużyn prowadzi Astana, przed Saxo Bank i Katiuszą.


Klasyfikacja UCI po 19 wyścigach:

1. Alberto Contador (Hiszpania/Astana) 482 pkt

2. Joaquin Rodriguez (Hiszpania/Katiusza) 428
3. Cadel Evans (Australia/BMC Racing) 390
4. Luis Leon Sanchez (Hiszpania/Caisse d'Epargne) 363
5. Philippe Gilbert (Belgia/Omega Pharma) 304
6. Aleksander Winokurow (Kazachstan/Astana) 283
7. Andy Schleck (Luksemburg/Saxo Bank) 258
8. Fabian Cancellara (Szwajcaria/Saxo Bank) 250
9. Samuel Sanchez (Hiszpania/Euskaltel) 239
10. Robert Gesink (Holandia/Rabobank) 239
...
74. Sylwester Szmyd (Polska/Liquigas) 48

niedziela, 8 sierpnia 2010

ETAP 7 :163,9 KM(NOWY TARG-KRAKÓW). KONIEC TOURU!

Niemiec Andre Greipel (HTC – Columbia) wygrał, podobnie jak przed rokiem, po sprinterskim finiszu z grupy 7. etap 67. Tour de Pologne z Nowego Targu do Krakowa (163,9 km). Niespodziewanym zwycięzcą wyścigu został Daniel Martin (Garmin). To dla niego największy sukces w karierze.




Początek etapu był spokojny, ale szarpał Marek Rutkiewicz. Starał się także jego kolega z reprezentacji Polski, Jacek Morajko, któremu udało się odjechać wraz z Hiszpanem Angelem Madrazo (Caisse d’Epargne) i Belgiem Royem Curversem (Skil Shimano). Rozdzielali między sobą losy górskich i lotnych premii. Osiągnęli ponad pięć minut przewagi nad peletonem, jednak na rundach ta kolarska lokomotywa ich dogoniła. Najpierw odpadł Curvers, potem Morajko, a na końcu, na ostatniej rundzie, Madrazo.

Zwycięzcą wyścigu został Daniel Martin (Garmin), który koszulkę wywalczył na 5. etapie do Ustronia. Na drugim stopniu podium stanął Grega Bole (Lampre), a na trzecim Holender Bauke Mollema (Rabobank).

Najlepszym Polakiem był Sylwester Szmyd (Liquigas), który ukończył wyścig na szóstej pozycji. Ósmy był Marek Rutkiewicz jadący w barwach reprezentacji Polski.

Klasyfikację górską i najaktywniejszych wygrał Holender Johnny Hoogerland (Vacansoleil). W klasyfikacji punktowej triumfował Allan Davis.

sobota, 7 sierpnia 2010

ETAP 6 :228.5 KM(OŚWIĘCIM-BUKOWINA TATRZAŃSKA)

Holender Bauke Mollema (Rabobank) wygrał 6. etap 67. Tour de Pologne z Oświęcimia do Bukowiny Tatrzańskiej (228,5 km). Liderem pozostał Daniel Martin (Garmin). W czołówce przyjechali na metę dwaj Polacy – Sylwester Szmyd (Liquigas) i Marek Rutkiewicz (reprezentacja Polski).



Zanim kolarze wyjechali z Oświęcimia złożyli kwiaty i oddali hołd pomordowanym w byłym niemieckim nazistowskim obozie Auschwitz-Birkenau. Później wyruszyli do Wadowic, gdzie wjechali w burzę. Ściana deszczu i woda na ulicach dodatkowo zmęczyła kolarzy.

Nie zmęczyła jednak pięciu śmiałków, wśród których był lider klasyfikacji górskiej, Johnny Hoogerland (Vacansoleil). Holender jechał świetnie, zdobywał punkty na lotnych i górskich premiach, dzięki czemu został liderem klasyfikacji najaktywniejszych kolarzy oraz powiększył przewagę w klasyfikacji górskiej. Na tyle, że podczas piątkowego etapu zapewnił sobie w niej zwycięstwo. Hoogerland może już być pewien, że jeśli ukończy wyścig, na krakowskich Błoniach zostanie najlepszym „góralem” 67. Tour de Pologne.

Holender odebrał na 6. etapie czerwoną koszulkę dla najaktywniejszego kolarza Błażejowi Janiaczykowi. I ma ogromne szanse na zwycięstwo końcowe. Tak się stanie, jeśli punktów na lotnych premiach (do zdobycia jest maksymalnie sześć) na etapie do Krakowa nie wywalczą Marcin Sapa (pięciu) lub Janiaczyk (sześciu).

Hoogerland, w różnych konfiguracjach na czele, z różnymi towarzyszami, którzy odpadali na kolejnych podjazdach, uciekał przez ponad 150 kilometrów. Długo jechali z nim Marcin Sapa (Lampre) i Michał Gołaś (Vacansoleil). Uciekinierzy jechali przez Suchą Beskidzką, Jordanów, Rabkę Zdrój, Czarny Dunajec, Szaflary, rozpoczęli wspinaczkę na Sierockie i Gliczarów. Peleton pozwolił kolarzom na czele odjechać na 7 minut i 15 sekund, ale ostatecznie ich wchłonął.

Na drugiej pętli z peletonu urwała się kolejna grupa z Jackiem Morajką i Markiem Rutkiewiczem. Przed wjazdem na małe pętle, podjazdy pod Termy w Bukowinie Tatrzańskiej. Jednak i ta akcja nie przyniosła powodzenia.

W połowie przedostatniego podjazdu, na 18 kilometrów przed metą, znów zaatakował Rutkiewicz. Jechał wspaniale, najpierw wspólnie ze zwycięzcą Tour de France z 2006 roku, Oscarem Pereiro. Po chwili odjechał Hiszpanowi i samotnie wyruszył po zwycięstwo w 67. Tour de Pologne. Jego przewaga nad peletonem szybko wzrastała. Na 11,8 km przed metą, na początku ostatniej pętli do Bukowiny Tatrzańskiej, miał już 32 sekundy przewagi i przez chwilę był wirtualnym liderem, bo w „generalce” tracił przed tym etapem 30 sekund.

Dzielny lider polskiej reprezentacji walczył, jechał samotnie, uciekał. Ale nie dał rady. Przegrał z rywalami i skurczami, które go złapały.

Na cztery kilometry przed metą Rutkiewicza dopadła trzyosobowa pogoń. Po kolejnym kilometrze Rutkiewicz i pozostali uciekinierzy zostali wchłonięci przez kilkudziesięcioosobową czołówkę.

Na 2,5 kilometra przed metą zaatakował zajmujący szóste miejsce w klasyfikacji generalnej Holender Bauke Mollema (Rabobank). I to właśnie on został zwycięzcą tego etapu, bo nikt z grupy nie zdołał go dogonić. Zwycięstwo dało mu awans na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, ze stratą 10 sekund do lidera.

A liderem pozostał Martin, który wjechał na metę w grupce, która straciła do Holendra 9 sekund. Drugi w Bukowinie Tatrzańskiej był Szwajcar Michael Albasini. Trzeci finiszował Bole, który dzięki temu do 8 sekund zniwelował w „generalce” różnicę do Martina i zajmuje w niej drugie miejsce.

W grupie z liderem wjechali m.in. Szmyd i Rutkiewicz. Obaj spadli w klasyfikacji generalnej. Szmyd na 6. miejsce, Rutkiewicz na ósme.

ETAP 5 :149KM(JASTRZĘBIE ZDRÓJ-USTROŃ RÓWNICA)

Irlandczyk Daniel Martin (Garmin) został zwycięzcą 5. etapu 67. Tour de Pologne z Jastrzębia Zdrój do Ustronia (149 km) i został nowym liderem wyścigu. Najlepszy z Polaków na "królewskim etapie" był Sylwester Szmyd (Liquigas), który zajął trzecie miejsce. Ósmy był jadący w biało-czerwonej koszulce naszej reprezentacji Marek Rutkiewicz.


Od początku etapu kolarze próbowali ucieczek. Po kilku kilometrach, jeszcze przed pierwszym podjazdem uciekła trójka: Polak Maciej Bodnar (Liquigas), Słoweniec Borut Bozic (Vacansoleil) i Brytyjczyk Ben Swift (Sky). Współpraca układała się dobrze i ci zawodnicy pokonali trzy podjazdy pod Zameczek. Później do czołowej trójki dołączyła trzyosobowa grupa pościgowa z Mateuszem Taciakiem z reprezentacji Polski oraz prowadzącym w klasyfikacji górskiej, Holender Johnny Hoogerland. Ostatecznie na czwartą górską premię wjechała czwórka: Hoogerland, Taciak, Bozic i Swift. Maciej Bodnar odpadł od czołówki i został szybko dopędzony przez niwelujący straty do uciekinierów peleton. Po chwili śmiałkowie już zostali doścignieni.

Przed ostatnią w czwartek górską premię peleton rozerwał najpierw Sylwester Szmyd, a po chwili na czele znalazł się Marek Rutkiewicz. Ten drugi wygrał ostatnią premię górską i rozpoczął szalony zjazd w kierunku Wisły. Akcja lidera reprezentacji Polski nie przyniosła jednak pożądanego skutku, czyli rozerwania peletonu.

Do Wisły wjechało w peletonie około 70 kolarzy, z czterema reprezentacji Polski – Rutkiewiczem, Morajką, Tomaszem Marczyńskim i Mariuszem Witeckim. Na czele bardzo mocno pracowali zawodnicy Caisse D’Epargne. Zawodnicy bardzo mocno rozpoczęli podjazd i już po kilkudziesięciu metrach popękał na małe grupki.

Najpierw zaatakował Irlandczyk Daniel Martin (Garmin), który na trzy kilometry przed metą uzyskał kilka sekund przewagi nad grupą, w której na czele jechali Rutkiewicz, Szmyd, a także zwycięzca sprzed roku, Włoch Alessandro Ballan (BMC).

Irlandczyk jechał jednak bardzo, bardzo mocno. I został sensacyjnym zwycięzcą „królewskiego etapu” 67. Tour de Pologne. O 20 sekund wyprzedził dziewięcioosobową grupę, w której byli Sylwester Szmyd (Liquigas) i reprezentant Polski, Marek Rutkiewicz. Szmyd był na tym etapie 3., a Rutkiewicz 8.

W klasyfikacji generalnej drugie miejsce zajmuje drugi w Ustroniu Słoweniec Grega Bole (Lampre), który traci do lidera 14 sekund. 21 sekund traci trzeci Alessandro Ballan. Na czwartej pozycji, ze stratą 26 sekund jest Szmyd, a ósmy ze stratą pół minuty - Rutkiewicz.

czwartek, 5 sierpnia 2010

ETAP 4 :177.9KM(TYCHY-CIESZYN)

Włoch Mirco Lorenzetto (Lampre) wygrał 4. etap 67. Tour de Pologne z Tychów do Cieszyna (177,9 km). Dzięki wygranej odebrał Australijczykowi Allanowi Davisowi (Astana) żółtą koszulkę lidera.










Na 4. etapie peleton wjechał w góry. Kolarze przejechali przez Oświęcim, Kęty, Żywiec, dwukrotnie wjechali na Kubalonkę. Od początku kolarze jechali bardzo aktywnie, ale do 50. kilometra nie udało się nikomu odjechać z peletonu. Kilka kilometrów przed Milówką uciekło jednak trzech zawodników: Kanadyjczyk Dominique Rollin (Cervelo), Australijczyk Cameron Meyer (Garmin) i Holender Johnny Hoogerland (Vacansoleil). Między sobą rozgrywali premie górskie pierwszej kategorii, a najwięcej, bo różową koszulkę dla najlepszego "górala", wywalczył ten ostatni.

Kubalonka nie rozerwała peletonu, który spokojnie kontrolował przewagę uciekającej trójki, a później dwójki, bo odpadł Rollin. Do Cieszyna wjechał już samotnie Hoogerland, ale i jego na ulicach miasta peleton dogonił.

Na pierwszej rundzie w Cieszynie z peletonu urwał się Jarosław Marycz (Saxo Bank), a za nim pogonił Marco Marcato (Vacansoleil). Pracowali mocno, ale Polak nie utrzymał tempa podyktowanego przez Włocha. Marcato kontynuował samotnie jazdę, ale i jego na ostatniej pętli wchłonął peleton. Włoch fatalnie się pomylił, bo myślał, że minął linię mety jako pierwszy, podniósł nawet ręce w geście triumfu i ogromnie się zdziwił, gdy dotarło do niego, że ma do przejechania jeszcze jedno okrążenie…

Kilka kilometrów przed metą aktywnie pojechali Polacy. Na czele peletonu znalazł się najpierw Sylwester Szmyd (Liquigas), a po chwili Marek Rutkiewicz z reprezentacji Polski. Oni jednak także nie dali rady odnieść zwycięstwa na Rynku w Cieszynie.

Po raz czwarty na tegorocznym TdP rozegrany został finisz z peletonu. Najszybszy był Włoch Mirco Lorenzetto (Lampre), który na finiszowych metrach wyprzedził swego kolegę z drużyny, Słoweńca Gregę Bole. Trzecie miejsce zajął Włoch Alessandro Ballan (BMC). Na 10. pozycji finiszował Rutkiewicz.

środa, 4 sierpnia 2010

ETAP 3 :122,1KM(SOSNOWIEC-KATOWICE)

Jauheni Hutarowich z grupy FDJ został po finiszu z peletonu zwycięzcą 3. etapu Tour de Pologne z metą w Katowicach. - Bardzo mi zależało na wygraniu w Polsce - powiedział na mecie sprinter z Białorusi.
Liderem pozostał Australiczyk Allan Davis (Astana), który na mecie w stolicy Górnego Śląska był trzeci.



Przed wjazdem do Katowic jedną sekundę bonifikaty za trzecie miejsce na lotnej premii wywalczył Niemiec Andre Greipel (HTC Columbia) i został wirtualnym liderem wyścigu, gdyż po dwóch etapach zajmował trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, ale z takim samym czasem jak lider, Allan Davis z Astany. Ta sekunda dała mu najmniejszą z możliwych przewagę.

Dwadzieścia kilometrów od startu uciekła dwójka zawodników - Belg Sebastien Rosseler z Team Radioshack i Simon Geschke ze Skil Shimano. Rozpędzony peleton dopadł ich jednak na rundach w Katowicach. W stolicy Górnego Śląska ataków próbowało wielu zawodników, ale wszystkie odjazdy były dość szybko likwidowane.

Górską premię wygrał Kanadyjczyk Dominique Rollin (Cervelo) i objął prowadzenie w klasyfikacji na najlepszego "górala". Ucieczka, w której jechał wraz z Danilo Napolitano (Katiusza) i Włoch Mirco Lorenzetto (Lampre), także nie dojechała do mety, choć osiągnęła na przedostatnim okrążeniu w Katowicach prawie pół minuty przewagi. Do tej trójki na 10 kilometrów przed metą dołączyło dwóch kolarzy HTC - Columbia: Marcel Sieberg i Andre Greipel. Ten ostatni szybko jednak powrócił do peletonu, by powalczyć na finiszu.

Na nim najszybszy był Białorusin Jewhienij Hutarowicz (FDJ), który wyprzedził Argentyńczyka Lucasa Sebastiana Haedo (Saxo Bank) i Davisa. Australijczyk na pierwszym etapie był trzeci, na drugim drugi i teraz, na trzecim, ponownie trzeci. Dzięki temu utrzymał żółtą koszulkę lidera.

wtorek, 3 sierpnia 2010

ETAP 2 :247KM(RAWA MAZOWIECKA-DĄBROWA GÓRNICZA)

Niemiec Andre Greipel (HTC Columbia) został, po finiszu z peletonu, zwycięzcą drugiego etapu 67. Tour de Pologne z Rawy Mazowieckiej do Dąbrowy Górniczej. Przez cały praktycznie etap dzielnie uciekała czwórka zawodników z dwoma Polakami – Bartłomiejem Matysiakiem z reprezentacji Polski i Marcinem Sapą z Lampre.








Drugie miejsce zajął Australijczyk Allan Davis (Astana), a trzecie Belg Wouter Weylandt (Quick Step).
Kilka kilometrów po starcie kolarze rozpoczęli ucieczki. Po nieudanych próbach odjechała czwórka: Bartłomiej Matysiak z reprezentacji Polski, Marcin Sapa (Lampre) oraz Belg Tom Stubbe (Omega Pharma-Lotto) i Norweg Gabriel Rasch (Cervelo). W tym składzie zawodnicy jechali na czele przez około 220 kilometrów. Po 150 kilometrach od startu ich przewaga wynosiła ponad 11 minut.

Peleton jednak wziął się ostro do roboty. Przed wjazdem do Dąbrowy Górniczej przewaga uciekinierów wynosiła nieco ponad dwie minuty i malała z każdym kilometrem. Na pierwszej z trzech rund od towarzyszy ucieczki odjechali Sapa i Matysiak. Rozstrzygnęli między sobą losy lotnej i górskiej premii.

Dzielnych uciekinierów peleton wchłonął na przedostatniej pętli, na osiem kilometrów przed metą.

Liderem został drugi na mecie Davis, który podobnie jak w Warszawie, w Dąbrowie Górniczej, finiszował na drugiej pozycji.

Czerwoną koszulkę najaktywniejszego zatrzymał Błażej Janiaczyk. Różową stracił na rzecz Sapy Łukasz Bodnar. Liderem klasyfikacji punktowej został Davis.

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

TOUR DE POLOGNE ROZPOCZĘTY! ETAP 1: 175KM(SOCHACZEW-WARSZAWA)

Dokładnie o godz. 15:00 z Sochaczewa wyruszyła kolumna 67. Tour de Pologne. Na mecie w Warszawie triumfatorem pierwszego etapu po pechowym, z wielką kraksą przed "kreską", finiszu został Włoch Jacopo Guarnieri (Liquigas). Na trasie z Sochaczewa do Warszawy (175 km) bardzo dobrze pojechali reprezentanci Polski. Błażej Janiaczyk wywalczył czerwoną koszulkę najaktywniejszego kolarza wyścigu, a Łukasz Bodnar został liderem klasyfikacji na najlepszego "górala".

W pierwszej ucieczce tegorocznego wyścigu zabrał się Janiaczyk. Reprezentant Polski zaatakował już od pierwszych kilometrów. Janiaczyk uciekł z Hiszpanem Danielem Sesmą (Euskaltel), Szwajcarem Michaelem Scharem (BMC) i urodzonym w Budapeszcie, ale jeżdżącym z francuską licencją, Laszlo Bodrogim (Katiusza). Najszybszy z tej czwórki na pierwszej podczas tego wyścigu lotnej premii, specjalnej premii Frederyka Chopina w Żelazowej Woli był Janiaczyk. Przewaga uciekinierów szybko rosła – na 26. kilometrze wynosiła pięć minut i dziesięć sekund, na 30. – sześć minut. W tym momencie peleton przyspieszył i sukcesywnie niwelował stratę do czteroosobowej grupy.

Tuż przed wjazdem do Warszawy doszło do kraksy, w której najbardziej ucierpiał Timothy Gudsell (FDJ), który został odwieziony do szpitala.

Na pierwszą z ośmiu ośmiokilometrowych pętli kończącej w Warszawie czwórka uciekinierów wjechała z ponad dwuminutową przewagą.

Po przejechaniu ośmiu kilometrów wzrosła do trzech minut i dziesięciu sekund. Na kolejnej rundzie peleton zmniejszył stratę do czołowej czwórki do nieco ponad dwóch i pół minuty. Uciekinierów nie interesowa premia 66. Rocznicy Powstania Warszawskiego, gdyż przejechali ją w takiej kolejności, w jakiej akurat dawali zmianę. Wygrał Schar, ale nie miało to dla śmiałków żadnego znaczenia, gdyż im zależało już przede wszystkim na tym, by dojechać w takim składzie do mety przed peletonem.

Ostatnią na pierwszym etapie lotną premię wygrał Bodrogi, który odskoczył od towarzyszy ucieczki. Drugie miejsce, po pasjonującym finiszu, zajął Janiaczyk i wywalczył tym samym czerwoną koszulkę najaktywniejszego zawodnika tegorocznego TdP.

Na kolejnej rundzie peleton wchłonął trójkę uciekinierów, urwał się tylko Bodrogi. Węgier z francuską licencją uzyskał kilkadziesiąt sekund przewagi nad dwójką, która oderwała się z zasadniczej grupy – Łukaszem Bodnarem z reprezentacji Polski i Francuzem Steve’em Haunardem (Skil Shimano). Bodrogiego. Polak i Francuz dogonili prowadzącego Węgra z francuską licencją, a Bodnar na kilkadziesiąt metrów przed jedyną na etapie z Sochaczewa do Warszawy premię górską oderwał się od rywali i zdobył różową koszulkę najlepszego "górala".

Na ostatniej rundzie peleton już wchłonął wszystkich uciekinierów. Na mecie w Warszawie kolarze chcieli rozegrać sprinterski finisz, ale na nieco ponad kilometr przed metą doszło do wielkiej kraksy, w której uczestniczyło ponad stu kolarzy. Na metę na czele dojechało kilkudziesięciu zawodników, z których najszybszy był Włoch Jacopo Guarnieri, który został pierwszym liderem tegorocznego wyścigu. Dla kolarza grupy Liquigas było to drugie zwycięstwo etapowe w naszym narodowym wyścigu.

Drugi na mecie w Warszawie był Hiszpan Alonso Aitor Galdos (Euskaltel), a trzeci Australijczyk Allan Davis (Astana).

Fatalna kraksa tuż przed metą to największe wydarzenie pierwszego etapu, na którym świetnie pojechali Polacy.